sobota, 21 stycznia 2017

Morskie Oko - wrzesień 2016

O Morskim Oku słyszał chyba każdy, więc nie muszę specjalnie przedstawiać tego miejsca. Być może jednak nie każdy miał okazję tam być. Zatem - jeśli jeszcze nie mieliście okazji zobaczyć Morskiego Oka na żywo, to koniecznie powinniście się tam wybrać.

Ja Morskie Oko po raz pierwszy w życiu (i niestety jak na razie jedyny) zobaczyłam dopiero 4 miesiące temu, gdzie zabrał mnie mój narzeczony. Naprawdę dziwię się, że wcześniej nie zabrali mnie tam rodzice czy też nie odbyła się tam żadna wycieczka szkolna.

Z tego co słyszałam, nigdy nie wiadomo jakie warunki atmosferyczne zastaniemy na miejscu, bo pogoda w górach zmienia się kilka razy dziennie. Narzeczony był tam już chyba 5 razy i za każdym razem pogoda była inna. Na szczęście nam pogoda dopisała.

Na parkingu byliśmy o 7:00 rano i już wtedy był problem z zaparkowaniem - około pół kilometra musieliśmy iść do kasy biletowej. Zrezygnowaliśmy z oferowanych nam bryczek, zdając się na własne młode nogi. Im bliżej Morskiego Oka - tym bardziej byłam podekscytowana. Wprawdzie sama droga na Morskie Oko niespecjalnie zachwycała - zatrzymaliśmy się tylko na chwilę przy Wodogrzmotach Mickiewicza - to jednak dwugodzinna wędrówka 8-kilometrową trasą minęła nam szybko. Szło się przyjemnie asfaltową drogą - można też było pójść na skróty, ścinając serpentyny, ale wówczas podejścia były bardziej strome i z tej opcji skorzystaliśmy tylko 2 razy.

O 9:00 dotarliśmy na miejsce. 


Widok jaki mi się ukazał, sprawił, że zaparło mi dech w piersiach i dosłownie zaniemówiłam. Jeszcze nigdy żaden krajobraz nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Nie umiem nawet opisać tych wrażeń. Chyba poczułam wzruszenie, bo łzy zebrały mi się do oczu. Wszędzie było czysto, pięknie, przejrzyście... I co najważniejsze - słonecznie.






W tamtej chwili doceniłam to, że wyruszyliśmy już o 7, bo ludzi było naprawdę niewiele. Pozachwycaliśmy się widokiem, zrobiliśmy zdjęcia a następnie udaliśmy się do schroniska żeby trochę odpocząć. 







                             
Kiedy o 10:00 zaczęło się chmurzyć, chcąc zdążyć przed deszczem zaczęliśmy się zbierać do zejścia. Droga powrotna również zajęła nam 2 godziny, z krótkim przystankiem na zakupienie pocztówek, więc w południe byliśmy z powrotem na parkingu. I wówczas dopiero naprawdę byłam wdzięczna narzeczonemu, że wyciągnął mnie o 6:00 z łóżka, bo kiedy patrzyłam jak o 10 rano tłumy głośnych, rozentuzjazmowanych turystów ciągną nad Morskie Oko, to sobie pomyślałam, że o tej porze widok na Morskie Oko nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia, a kojarzył się tylko z tłumem ludzi i hałasem. Poza tym, kolejki samochodów pozostawionych na poboczu ciągnęły się kilometrami.

Dla niezmotoryzowanych - istnieje możliwość dojechania na Morskie Oko busem np. z Zakopanego. Jest to też dobra opcja dla tych, którzy nie chcą nadrabiać drogi a boją się, że zaparkują za daleko od punktu wstępu.

Zatem jeżeli jeszcze nie byliście na Morskim Oku a planujecie się wybrać - to z samego rana, kiedy jeszcze cicho, spokojnie... kiedy dopiero przyroda budzi się do życia.




2 komentarze:

  1. Oczywiście byłam nad Morskim Okiem, w ogóle uwielbiam Tatry :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku.
Bardzo się cieszę, że zainteresował Cię ten post. Gorąco zachęcam Cię do wyrażenia swojej opinii. Pozostaw tutaj ślad swojej obecności bym również mogła trafić do Twojego zakątka internetu :)